Byle nie do wiosny – wibrator łechtaczkowy Fun Factory Spring

Polowanie na okazje w internecie stało się jednym z popularniejszych sposobów na trwonienie czasu i pieniędzy. Podczas gdy inni poszukują ubrań, butów bądź książek, ja najchętniej rozglądam się za wyprzedażami gadżetów erotycznych1. Przeglądam aukcje i oferty sklepów, których właściciele nie wiedzą co sprzedają (duża szansa że znajdę silikon medyczny w cenie jelly-szajsu).

Od czasu do czasu coś kupuję – czasem za ćwierć normalnej ceny, czasem za pół, czasem znajdzie się w rozsądnej cenie coś niedostępnego nigdzie indziej w Polsce. Rezultaty takich działań są najprzeróżniejsze: od zabawek, o których żartujemy, że w wypadku ewentualnego rozstania będziemy bić się o nie w sądzie2 do… no właśnie. Fun Factory Spring.

Może nie powinnam być taka ostra. W końcu ta zabawka nie jest złem wcielonym. To nie Lelo Ida, która zasługuje, by nakręcić o niej horror (albo od razu cały sezon American Horror Story). Bez problemu mogę wymienić jej zalety. I są to zalety mocne, których brak skreśliłby (prawie) każdą zabawkę z mojej listy ulubionych. Ale… Zacznijmy od początku.

100_2470Fun Factory Spring jest dość krótkim a grubym wibratorem pokrytym malinową bądź pistacjową silikonową skórką. Jako, że wyprodukowała go firma Fun Factory, o bezpieczeństwo materiału nie ma się co martwić – jest tak jak napisano na opakowaniu – czysty silikon zgodny ze standardami medycznymi i nietoksyczny twardy plastik w podstawie. Skórka jest dosyć miękka, na tyle, że ściskając palcami można wyczuć strukturę wnętrza, nie jednak na tyle, bym mogła zrobić to podczas normalnego używania. Wykończenie matowe, bez wyczuwalnego ziarna. W mojej ocenie czepia się mniej od Fun Factory Flasha czy Calli ale bardziej od Lelo Elli. Wystarczy niewielka ilość nawilżacza.

Fun Factory SringCzubek Fun Factory Spring oraz jej trzon zdobią cztery wypukłe kwiatki. O ile te trzy na trzonie są dosyć płaskie i ciężko je wyczuć, to ten bliżej końca, a szczególnie jego środek odznacza się już znacznie i moim zdaniem ratuje zabawkę przed mianem Rozczarowania Roku. Dlaczego? O tym jeszcze później.

Fun Factory Spring zasilany jest bardzo wytrzymałym akumulatorem ładowanym przy pomocy magnetycznej ładowarki Click’n’Charge (ostatnio pojawił się kabelek do ładowania USB). Starsze modele tej ładowarki mogą być kapryśne, ale nowe (te z naklejką, takie jak na obrazku poniżej) nie przerywają ładowania dlatego, że ktoś śmiał je szturchnąć. Koniec ładowania sygnalizowany jest zmianą migającego światła na stałe (stara wersja) lub wyłączeniem się podświetlenia (nowa wersja ładowarki). Chcąc się przypodobać dbającym o środowisko oraz cierpiącym na brak miejsca Fun Factory często sprzedaje zabawki bez ładowarki na wypadek, gdybyśmy już takową posiadali.

Nowa ładowarka click`n`chargeSterowanie wibratorem jest bardzo proste i odbywa się za pomocą dwóch przycisków:
„+” Długie przyciśnięcie – włączenie, płynne zwiększenie prędkości a następnie przejście do pierwszego z trzech trybów; krótkie – poziom wyżej/następny tryb.
„ – ” długie przyciśnięcie – wyłączenie; krótkie – poziom w dół bądź zmiana pulsacji na ciągłe wibracje.
Nie ma możliwości zablokowania przed przypadkowym włączeniem a rozładowywanie na czas podróży szkodzi akumulatorowi. Chociaż, pomimo że przyciski działają dobrze – nie trzeba naciskać bardzo mocno, nie zdarzyło mi się przypadkowo zmienić prędkości.

Z tego co dotąd napisałam, Spring wygląda na całkiem przyzwoity gadżet. Bezpieczne materiały, ładne wykonanie, dobra bateria… Solidne 4, może nawet z plusem, gdy dodamy, że nie jest nadto hałaśliwy. Och, gdyby nie te wibracje. Według Fun Factory są one silne i głęboko sięgające. Może i są. Gdyby nie były schowane tak głęboko w zabawce, to mogłabym wiele dobrego o nich powiedzieć. Tymczasem biorę Spring do ręki, wciskam + raz i drugi, czuje w ręce tą moc, kładę ją na łechtaczce i… zasypiam z nudów. Przyciskanie mocniej nic nie daje. Wybieranie jednego z trybów pulsacji nic nie daje a wręcz pogarsza sprawę. Jedyne co pomaga to pocieranie teksturą, właśnie tym wspomnianym wcześniej kwiatkiem. Twarda silikonowa kuleczka stanowiąca jego środek pomaga trochę stymulować łechtaczkę, dzięki temu jestem w stanie wydobyć i ukierunkować choć odrobinkę wibracji. Wtedy prężąc nogi, myśląc o największych zberezeństwach jakich się da mogę wycisnąć jeden, nudny jak rozgotowane flaki z olejem orgazm.

Myślałam, że skoro zewnętrznie Spring się nie odznacza, to może waginalnie będzie lepiej. W końcu lekkie wybrzuszenie na końcu trzonka mogłoby stymulować punkt G. Niestety nic z tego – długość zabawki połączona z kształtem podstawy sprawiają, że albo można Spring mieć w pochwie albo wygodnie go chwycić, szczególnie gdy bardzo szybko wszystko robi się niemożliwie śliskie. I to biorąc pod uwagę fakt, że jestem kobietą dość płytką.

Podsumowując bardzo się cieszę, że kupiłam Spring na aukcji. Za prawie dwie stówy oczekuję więcej niż tego co może mi dać tani plastikowy wibrator. A Spring niestety nawet tej najniższej poprzeczki nie przeskoczy.

Fun Factory Spring stał się naszym wibratorem karnym. Dostajemy go za karę za nienaładowanie czegoś lepszego. Choć cierpię tylko ja, bo Caramel stwierdza wtedy, że ona woli paluszki.

Od Caramel:
Rzeczywiście, nie wiem jak oni to zrobili, ale to jedna z niewielu zabawek, które zwyczajnie mnie drażnią. Po położeniu bezpośrednio na łechtaczce czuje się tylko lekkie mrówki. Fakt, pocieranie teksturą pomaga ale po co się męczyć skoro niemal dokładnie to samo mogę zrobić lepiej i wygodniej palcami? I to bez odrętwienia towarzyszącego wibracjom jakie wytwarza Spring. Ta zabawka nadaje się tylko do drażnienia i torturowania. Potrzeba mi naprawdę niewielkiej stymulacji łechtaczki żeby dojść. Naprawdę niewielkiej! A ze Springiem bez poruszania teksturą nie dojdę bo zanim zrobi mi się na tyle dobrze czuję odrętwienie. Zdaje mi się że to wina zbyt dużej ilości silikonu i tego, że skórkę można właściwie chwycić i odciągnąć. Przez to wibracje są tłumione i spłycane. Jak kiedyś się wkurzę to obedrę to to ze skóry i sprawdzę czy rzeczywiście tak jest i czy bez silikonu jest lepiej.

100_2458

  1. Wild ma na to bana dopóki nie zrobi wszystkich zaległych recenzji
  2. Mów za siebie, ja nie żartuję…

Mój krótki romans z Mią – recenzja na Seksualności Kobiet

LELO Mia in pink pluged into an USB port

Zdarzyło mi się już w życiu dwa razy wygrać zabawkę erotyczną nawet nie wiedząc, że zgłaszam się do konkursu. O dziwo, gdy zgłaszałam się celowo, takiego szczęścia nie miałam. Za pierwszym razem, kiedy szczęście się do mnie uśmiechnęło, stało się to dlatego, że zakochałam się w pracach Mathew Healy’ego i nie mając za bardzo jak tej miłości dać upust (sprzedaje swoje dzieła za pół darmo, ale akurat wtedy w moim portfelu była pustka), napisałam artykuł na Seksulaność Kobiet. Wtedy okazało się, że Voca właśnie organizuje konkurs artykułowy. I wygrałam LELO Mię.

Do tej pory recenzowałam Mię dwa razy a i tak myślę, że nie do końca oddałam jak bardzo pokochałam ten kawałek plastiku.

WAŻNE: obecnie na rynku można spotkać trzy wersje Mii. Wersja pierwsza (nazwijmy ją 1A) ma słabe wibracje i psuje się. Wersja pierwsza poprawiona (1B) ma mocniejsze wibracje i nie psuje się – o niej jest recenzja. Wersja druga (2) wyszła niedawno. Według Epiphory, której ufam, nie jest mocniejsza od 1B, ma za to kilka więcej trybów pulsacji i nie boi się wody. Jeśli te ulepszenia nie są dla nas ważne, to można kupić 1B, jako że jest tańsza. To czego lepiej unikać, to złogi magazynowe 1A. Jak rozpoznać wersję Mii? Dzięki skuwce i materiałowi przy porcie USB:

  • 1A skuwka bez rowków w środku, port wystaje z silikonu, nie występuje w kolorze czarnym
  • 1B skuwka z rowkami w środku, port wystaje z silikonu
  • 2 skuwka bez rowków w środku, port wystaje z pomalowanego na srebrno plastiku.

Pamiętacie? To teraz chodźcie na Seksualność Kobiet po pełną recenzję.

Jesteś tym co w siebie wkładasz – o bezpieczeństwie materiałów z których wytwarzane są seksualia.

Chcąc kupić zabawkę erotyczną, ludzie często zwracają uwagę na jej cenę, rozmiar i ogólny wygląd. Nie wszyscy zastanawiają się nad tym, z czego właściwie zabawka jest zrobiona i czy materiał ten jest bezpieczny. Postaramy się więc przybliżyć ten temat.

2014-03-24 14.52.12

Na początek to, co najważniejsze i to, przed czym należy ostrzec: ftalany.
Czy zdarzyło Ci się kiedyś kupić zabawkę i przy jej używaniu odczuwać nieprzyjemne pieczenie? Wiele kobiet zaczyna wtedy myśleć że coś z nimi jest nie tak – że mają infekcję, albo że za bardzo pospieszyły się z penetracją. Jeśli jednak takie pieczenie występuje bezpośrednio po użyciu lub w trakcie używania zabawki, może to być wina ftalanów.

Co to właściwie są te ftalany?

Są to substancje, których dodaje się do PCV, z którego robi się niektóre gadżety erotyczne po to, by uzyskać ich miękkość. Problem leży w tym, że taka mieszanka niekoniecznie chce się trzymać. Ftalany zaczynają oddzielać się od PCV. Zabawki z ftalanami brzydko pachną, tłuszczą się, a tłuszcz ten powoduje podrażnienia i wysuszanie. W skrajnych przypadkach objawy mogą przypominać poparzenie chemiczne. Dodatkowo niebezpieczne jest to, że wśród lekarzy jest bardzo mała świadomość jeśli chodzi o toksyczne seksualia, często nie umieją skojarzyć objawów z możliwością podrażnienia ftalanami.

Co więc robić aby uniknąć takich niehigienicznych zabawek?
Wybierać mądrze rzeczy zrobione z bezpiecznych materiałów. Oto lista materiałów wykorzystywanych w przemyśle zabawkarskim.

Gumy, żelki i inne takie

Część zabawek jest robiona po prostu z gumy. Jedne rodzaje gumy są bezpieczne, a inne nie (to te, które zawierają ftalany). Tak naprawdę jedynym sposobem na odróżnienie ich jest powąchanie zabawki. Powinna być bezzapachowa. Jeśli czujesz zapach gumy to znaczy, że zabawka najprawdopodobniej nie jest bezpieczna. Wtedy lepiej nie ryzykować. Problem w tym, że zabawki często są tak pakowane, że nie możemy wykonać tego testu. Gdy zabawki są w przewiewnym, nie za ciepłym pomieszczeniu, zapach często wietrzeje. Inne niepokojące oznaki to zmiany koloru (np. żółknięcie) i kształtu, bądź barwienie otaczających przedmiotów, pokrywanie się tłustawą substancją lub pojawianie się bąbelków gazu. Takie zabawki mogą być niebezpieczne nawet dla rzeczy z którymi są przechowywane. Wydzielające się ftalany mogą zwyczajnie je upaćkać.

TPR (guma termoplastyczna)
To przykład bezpiecznej bezftalanowej gumy (o ile nie jest to oszustwo i sprzedawanie ftalanów pod nazwą TPR). Możemy ją czyścić wodą z mydłem lub specjalnie do tego przystosowanymi płynami. Jednakże przez to, że zabawki gumowe są porowate, nawet markowy płyn nie usunie wszystkich mikroorganizmów. Natomiast zastosowanie bardziej skutecznych metod jest niemożliwe (jak np. gotowanie) lub niewskazane (alkohol, bielinka). Dobrze używać ich razem z prezerwatywami. Nie wolno używać ich na zmianę analnie i waginalnie bez prezerwatyw, bo można nabawić się nieprzyjemnej infekcji. Do tych zabawek należy używać tylko lubrykantów wodnych.

Lateks

Lateks jest przede wszystkim kojarzony z prezerwatywami i połyskującymi obcisłymi strojami. Czasem jednak wykonuje się z niego też dilda, wibratory czy korki. Jest porowaty, a więc ciężki w dezynfekcji. Do czyszczenia najlepiej używać specjalnych preparatów, a do nawilżenia lubrykantów na bazie wody. Częsty kontakt z lateksem może zwiększać ryzyko wystąpienia pogłębiającej się alergii na tą substancję, więc osoby z nawet lekkim uczuleniem na tenże materiał powinny trzymać się od tych zabawek z daleka.

Elastomed

Kolejny rodzaj bezpiecznej gumy, z tym że pozbawiony por, a więc łatwiejszy w czyszczeniu. Z zaufanych firm używają go Sin Five, Naomi Tang i Fun Factory (w Laya Spot i starym modelu kulek gejszy). Czyścimy wodą z mydłem lub płynem, a nawilżamy wodą.

Materiały skóropodobne

Ta kategoria mieści w sobie zarówno zabawki z wysokiej jakości cyberskóry jak i mieszanki odpadków z chińskiej fabryki. Problem tak samo jak z innymi miękkimi materiałami leży w tym, że skład tych produktów nie jest jawny. Część została przetestowana i wiadomo, że nie zawierają ftalanów, co do większości nie mamy pojęcia.
Jednakże nawet najlepsza cyberskóra jest porowata i dosyć łatwo uszkodzić ją mechanicznie. Jeśli chcemy bardziej realistycznych doznań, to zdecydowanie lepszą inwestycją są dilda z dwutonowego silikonu, szczególnie Vixen Creations (ich mieszanka silikonu nazywa się Vixskin).

Problemem są zabawki przeznaczone dla mężczyzn, tzw. rękawy te z najwyższej półki niemal zawsze są zrobione z cyberskóry lub TPR, ponieważ materiał jest bardzo delikatny i przyjemny w dotyku. Chociaż przy wkładaniu penisa do zabawki ryzyko infekcji jest znacznie mniejsze niż przy wkładaniu zabawki do pochwy, to takie akcesoria należy dokładnie myć przestrzegając instrukcji przechowywania i dezynfekcji, zwykle dołączonej do konkretnej zabawki. UWAGA! Używamy tylko lubrykantów wodnych.

Silikon

Silikon to materiał, który można dezynfekować alkoholem i gotować, ale nie jest to konieczne. Ze względu na brak szczelin, w których mogłyby gnieździć się bakterie do zachowania higieny wystarczy ciepła woda z mydłem. Chyba, że używaliśmy zabawki najpierw analnie, a potem chcemy użyć jej waginalnie, wtedy na wszelki wypadek lepiej zdezynfekować – np. przez gotowanie (jeśli jest ona pozbawiona elektroniki). Jedynym zagrożeniem dla silikonu w czasie takiej dezynfekcji jest wygotowanie się wody z garnka. Nieuczciwi producenci oszukują i sprzedają zabawki o nieznanym składzie jako 100% silikonowe. Takie produkty mogą niestety nie wytrzymać tak wysokich temperatur. Sami zdecydujmy, czy wolimy używać czegoś co może nie być czystym silikonem i posiadać pory, w których mogą kryć się bakterie czy zaryzykować gotowanie. Prawdziwie silikonowej zabawce gotowaniem nie zaszkodzimy. Akcesoria z czystego silikonu są bardzo trwałe i o ile nie wystawimy ich na działanie płomieni bądź nie pozwolimy by dobrały się do nich czworonogi, to najprawdopodobniej będą z nami tak długo jak tylko zechcemy, nie tracąc z wiekiem na urodzie i funkcjonalności.
Do zabawek z czystego silikonu możemy używać lubrykantów olejowych i wodnych. Unikajmy silikonowych bo chociaż nie stwarzają niebezpieczeństwa dla ciała, to mogą zniszczyć zabawkę. Zrobi się na niej ciężka do usunięcia powłoczka. Jeśli już koniecznie chcemy użyć silikonowego lubrykantu, to sprawdźmy w mało widocznym miejscu jak zabawka na niego zareaguje. Niektóre dobrej jakości lubrykanty silikonowe nie reagują z silikonowymi zabawkami.
Trzeba też pamiętać, że niektóre prezerwatywy są nasączone silikonowym lubrykantem, warto więc zwrócić na to uwagę, jeśli chcemy używać zabawki wraz z prezerwatywą. Najłatwiej kupować te nienawilżane i użyć własnego lubrykantu.

Najlepiej kupować zabawki od zaufanych producentów. Wtedy mamy pewność, że mamy do czynienia ze 100% silikonem zgodnym ze standardami medycznymi. Na końcu artykułu znajdziecie listę producentów u których z całą pewnością kupimy czysty, wysokiej jakości silikon.

Próba ogniowa

To próba często wykonywana przez recenzentów. Jej rezultaty są czasem trudne do zinterpretowania i nie ma jednoznacznych wytycznych co do oceny rezultatów. Zabawkę po prostu podpalamy w jakimś mało widocznym miejscu, na przykład przy podstawie dilda. Jeśli zabawka jest oszukana to może się stopić, wydzielając przy tym zapach palonej gumy. Jeśli jest całkowicie silikonowa może się zapalić, ale pojawi się na niej tylko cienka skórka z białego popiołu i trochę sadzy, którą możemy zmyć niemal nie pozostawiając śladu po przeprowadzonym teście (Chociaż to zależy oczywiście od tego jak długo pozwolimy się jej palić)

Poza gumowymi zabawkami mamy cała gamę całkowicie bezpiecznych materiałów. Oto i one:

Metal, Szkło i Ceramika

Całkowicie bezpieczne, nieporowate, jak w przypadku silikonu, wystarczy umycie wodą z mydłem. Oporne zabrudzenia najszybciej usuwa płyn do mycia naczyń. Można dezynfekować alkoholem i używać wszystkich dostępnych lubrykantów. Jednakże metal metalowi jak i szkło szkle nierówne. Kultowe w świecie recenzenckim dilda i korki analne N-Joy wykonane są z bardzo wysokiej klasy stali nierdzewnej i praktycznie niezniszczalne. Nie powiedziałybyśmy tego samego o równie dobrze prezentujących się na zdjęciach producentów podróbkach. Ceramiki nie gotujemy, gdyż jest na to zbyt krucha. Metal i niektóre szkło możemy, ale nie ma to większego sensu chyba że dla spokoju i komfortu umysłu.

Szkło? Ale jak to?

A no tak. Kogoś może zdziwić, że robi się szklane zabawki. Szkło borokrzemowe, z którego dmuchane są dobrej jakości zabawki jest niesamowicie wytrzymałe. W końcu robi się z niego naczynia żaroodporne. Ale nawet jeśli kupimy coś ze szkła gorszego gatunku, to nie ma możliwości, żeby nawet najgorszej jakości szklana zabawka pękła w trakcie używania. Uważać natomiast trzeba przy myciu, bo wtedy nietrudno zarysować takie słabsze szkło pierścionkiem, czy upuścić. Przechowywać takie zabawki najlepiej jest w osobnych wyściełanych saszetkach. Wtedy unikniemy szczerbienia. Poza tym trzeba zachować ostrożność przy znacznych zmianach temperatur. Szkło borokrzemowe jest żaroodporne, ale inne mieszanki mogą pęknąć, gdy nagle trafią do wrzątku lub zamrażarki.

Drewno

Jakość i wartość zabawki zależy tak naprawdę od tego czym drewno zostało polakierowane. Drewniane zabawki dobrych firm jak na przykład Nobessence używają pokrycia trwałego, bezpiecznego dla ciała i nieporowatego. Częściej jednak można spotkać dilda pochodzące z niewielkich zakładów, które zabezpieczone są jedynie zmywalnymi woskami. Przez tą rozbieżność najlepiej sprawdzić na stronie producenta z czym mamy do czynienia, a jak się zdecydujemy na kupno, stosować się do instrukcji.

Twardy plastik ABS

To kolejny bezpieczny materiał, o ile nie jest pokryty toksycznym lakierem czy farbą. Pory w plastiku ABS są na tyle nieznaczne, że nie powinny się w nich rozwijać bakterie. Zwykle pokrywa się go jednak poliuretanem (materiałem z którego robi się też prezerwatywy bezlateksowe), by uzyskać aksamitną powierzchnię. Zwykle na opakowaniu zabawki plastikowej pokrytej tym materiałem jest oznaczenie „PU coated”, „love cote” itp Jako że poliuretan łatwo się barwi, mamy wątpliwości co do tego, czy można go doczyścić i odradzamy używanie analnie zabawek nim pokrytych bez nałożenia na nie prezerwatywy.

Plastik ABS dezynfekujemy alkoholem lub specjalnie do tego przeznaczonymi środkami. Z oczywistych przyczyn nie gotujemy go. Możemy używać wszystkich lubrykantów, ale w przypadku zabawek pokrytych PU ograniczyłabym się do tych na bazie wody.

Farby i pokrycia

Część zabawek plastikowych pokrywana jest różnego rodzaju farbami i lakierami. Należy w szczególności unikać rzeczy pomalowanych tak by udawały metalowe bo tego rodzaju farba często odłazi. Najlepiej jak zabawki są robione od razu z kolorowych materiałów, a nie dodatkowo malowane już po zrobieniu. Generalnie niedopuszczalne jest, żeby z zabawki odłaziły kawałki pokrycia.

Skóra i Ekoskóra

O tych materiałach wspominamy, gdyż zrobione są z nich uprzęże do dild, oraz akcesoria BDSM.
Obie są niemożliwe do dezynfekcji, jeśli nie chcemy ich zniszczyć, więc lepiej używać ich tylko z partnerami, z którymi możemy wymieniać się płynami ustrojowymi. Innym rozwiązaniem jest przypisanie zabawki osobie, która brudzi – np. bat jest tej osoby, która dostaje nim lanie, a uprząż tej, która nosi dildo.

Lista firm

Przedstawiamy wam listę firm w których przypadku możecie być pewni, że kupiona zabawka jest całkowicie bezpieczna i jeśli jest napisane, że jest w 100% z silikonu to tak jest.

Tantus
Happy Valley
Babes-n-Horny
PleasureWorks
Standard Innovations/We-Vibe
New York Toy Collective
Bad Dragon
Aneros
Marc Dorcel,
Nomi Tang
Vibe therapy
Vixen Creations
LELO
Fun Factory,
BS is Nice
rocks off
Je Joue
Nexus
Bswish
Evolved Novelties
Toyfriend
Minna Life
Laid
Mae B

Ignorancja nie jest feministyczna

Miałam pisać o zatyczkach analnych. Ale w ręce padła mi „Cunt” („Cipa”) Ingi Muscio. Więc dostaniecie przed-recenzyjną tyradę.

Nic tak nie obrzydza mi feministycznych, seks-pozytywnych publikacji jak antynaukowe, irracjonalne i pełne ignorancji stwierdzenia. Nie mogę znieść bzdur. Są szkodliwe i obraźliwe. Za każdym razem gdy ktoś krytykuje „zachodnią” medycynę za to, że jest dziełem mężczyzn mam wrażenie że krytyczne myślenie i logika przekracza możliwości osób wypowiadających się w ten sposób.

Mierżą mnie ludzie, którzy promują Wielkie Suplementy i Wielką Hochsztaplerkę jednocześnie krytykując przemysł farmaceutyczny za bycie przemysłem. Ręce mi opadają jak kobiety potępiają wysoko efektywne formy antykoncepcji, jednocześnie nie wspominając, że proponowane przez nie alternatywy są odpowiednie tylko dla tych dla których nieplanowana ciąża nie stanowi problemu. Niedobrze robi mi się, gdy ktoś wygłasza peany na cześć menstrualnej ekstrakcji czy aborcji przy pomocy ziół. Jeśli te metody są takie bezpieczne i efektywne, to po co walczyć o dostęp do legalnej aborcji wykonywanej przez lekarzy i  o dokładnie przetestowanych tabletek RU-48?! I niecierpię tłumku pokrzykującego o tym jak to „poród jest zmedykalizowany”.

Przyznam, że bzdury te uwodzą swoją prostotą. Wystarczy zamknąć oczy i zwizualizować, a wszystko będzie dobrze. Jakie to pocieszające. Szkoda tylko, że pocieszenie to jest fałszywe. Kiedyś zdarzyło mi się ulec propagandzie ruchu rodzenia w domu. Obejrzałam Orgasmic Birth i Busines of Being Born. Zobaczyłam jak niewyszkolone położne (te z USA, o których kręci się filmy nie kończą położnictwa tak jak ma to miejsce w Polsce) używają sprzeciwu patriarchatowi by sprzedać fantazję o odzyskaniu kontroli poprzez pozbawiony znieczulenia naturalny poród. Na szczęście klapki z oczu odpadły jak zobaczyłam statystyki śmiertelności okołoporodowej (którymi położne już się nie chwalą).

Medycyna, gdy praktykowana jest zgodnie ze swoimi założeniami, opiera się na dowodach skuteczności. Na znaniu plusów i minusów i tego, w którą stronę przechyla się wskazówka. Jednym z powodów dla których bzdury zdobywają sobie wyznawców jest to, że nie wymagają one ani wiedzy, ani krytycznego myślenia. Łatwiej jest „wsłuchać się w swoje ciało” niż przeanalizować wyniki i metodologię próby klinicznej. Łatwiej wymyślić „całościowe podejście” niż spędzić ponad 5 lat studiując prawdziwe interakcje między procesami zachodzącymi w ludzkim ciele oraz mechanizmy wywoływania symptomów przez choroby.

Recenzja książki pojawi się na stronie w nowym roku, do tego czasu prosze was nie dajcie się zwariować i zachowajcie zdrowy rozsądek. Nie przyjmujcie czegoś jako prawdy objawionej tylko dlatego, że ładnie brzmi i jest łatwiejsze.

Zachowaj otwarty umysł – ale nie na tyle, że wypadnie ci mózg

najczęściej przypisywane Richardowi Feynmanowi

Zanim zmienisz się w motyla – Recenzja Flexi Felix

Pierwszą recenzje na tej stronie dedykujemy wszystkim osobom które dopiero zaczynają swoją przygodę z zabawkami. Nie zawsze jest łatwo przełamać wstyd czy społeczne tabu i dążyć do tego czego naprawdę się chce w sferach seksualnych. Warto to zrobić, bo zrzucenie jarzma presji społecznej, pozbycie się oporów i zażenowania daje uczucie niesamowitego wyzwolenia.

Flexi Felix w wersji niebieskiejFlexi Felix to mój pierwszy zakup jeśli chodzi o zabawki erotyczne. Poszłam pewnego dnia do sexshopu poszukać jakiś zabawek analnych. (Wolałam iść osobiście niż zamawiać przez internet, było to dla mnie swego rodzaju wyzwanie o którym napiszę przy innej okazji) Poczytawszy wcześniej trochę na ten temat poprosiłam o coś bezpiecznego z wysokiej jakości silikonu. Po zadaniu kilku pytań sprzedawczyni pokazała mi taka śmieszną gąsienice z uśmiechniętą buźką. Kulki firmy Fun Factory. Zabawka jest przede wszystkim naprawdę ładna. Występuje w trzech kolorach: niebieskim, różowym i czarnym. Ciężko mi powiedzieć co tak urzekło mnie w jej wyglądzie, ale ma w sobie to coś. Świetnie nadaje się na niegrzeczny prezent dla kogoś kto by chciał, ale trochę się wstydzi, bo wygląda po prostu sympatycznie i schludnie. Zresztą swoim wyglądem bardziej przypomina zabawkę w klasycznym znaczeniu tego słowa niż gadżet erotyczny. Jest zrobiona w 100% z matowego silikonu więc łatwa w dezynfekcji i bezpieczna. To świetna alternatywa dla klasycznych kulek, które często są źle wykończone mają haczące brzegi i bywają połączone zwykłym sznurkiem. Niestety ten silikon lubi zbierać paprochy i wszystko się go czepia, tak więc należy opłukać zabawkę przed użyciem i nie odkładać na pościel czy rzeczy z których paprochy mogą przyczepić się do silikonu. (W czasie gdy zabawka oczekuje na swoją kolej po umyciu, najlepiej położyć ją na szkle) Taka czepliwa faktura ma jednak swoje zastosowanie – dzięki niej lubrykant też czepia się Felixa i mocno się go trzyma. Przeważnie nie ma więc problemów z tym, że wkładamy zabawkę posmarowaną lubrykantem, a wyjmować musimy suchą, co bywa nieprzyjemne chociaż zależy to też od użytego lubrykantu. Należy pamiętać, że w przypadku zabawek silikonowych możemy bezpiecznie używać lubrykantów olejowych pod warunkiem, że potem nie planujemy zabawy z użyciem prezerwatyw lateksowych lub poliizoprenowych

Sporym plusem w moim odczuciu jest kształt kulek. Nie są okrągłe, mają kształt jajeczek co bardzo ułatwia wkładanie i wyjmowanie zwłaszcza osobom, które mają problem z początkowym rozluźnieniem i z okrągłymi końcówkami. Mają niewielki rozmiar więc nadają się dla osób mało doświadczonych w zabawach analnych lub takich lubiących delikatniejszą stymulacje tej dziurki. Zaczynają się od malutkiego jajeczka (1,8 cm średnicy) a każde kolejne jest coraz większe. Największe, piąte z kolei, ma średnicę 2,3 cm. Całość mierzona od początku do podstawy uchwytu (wraz z szyjką) wynosi 26cm. Są dość rozciągliwe, ale nie zdarzyło się, żeby strzeliły czy żebym chociaż czuła się zagrożona nieplanowanym klapsem. Silikon jest miękki, ugina się lekko pod mocnym naciskiem. Felix zakończony jest uchwytem w kształcie uśmiechniętej główki gąsienicy gdzie oczy to miejcie na palce. Ma szeroką, łagodnie zakończoną końcówkę, która zapobiega zamieszkaniu Felixa w naszym ciele dłużej niż byśmy tego chcieli. Wszystko jest gładkie, przemyślane i dopasowane, a uchwyt nie wbija się w pośladki.

Jak rozciągliwy jest materiałNa początku mojej przygody z zabawkami te kulki dały mi sporo radości. Dzisiaj używam ich rzadziej z powodu niewielkiego rozmiaru, zrobiłam się w tej kwestii bardziej wymagająca i małe jajeczka nie dają mi już takiej satysfakcji jak kiedyś. Ciągle jednak gąsieniczka jest wyciągana ze swojej kryjówki gdy mam dziką ochotę na analne zabawy, a brak cierpliwości na długie przygotowywanie się do nich lub wtedy gdy zwyczajnie czuje, że tego dnia nie zmieszczę w siebie nic dużego.

Podsumowując:

Polecam Flexi Felixa, zwłaszcza jeśli dopiero chcecie zacząć swoją przygodę z seksem analnym. Nie będziecie musieli się obawiać, że zabawka zostanie „połknięta”. Po wszystkim wystarczy umyć ją wodą i mydłem i polać wrzątkiem (Można też gotować albo umyć alkoholem powyżej 70% lub 10% bielinką które to należy oczywiście dokładnie spłukać, żeby nie zafundować sobie dodatkowych dziur w ciele)
Właściwie nie polecam tylko ludziom których nie zadowoli mały rozmiar i tym którym nie odpowiada kształt zabawki. Wszak nie każdy chce żeby z tyłka wystawał mu uchwyt w kształcie śmiejącej się gąsienicy.

Dlaczego powstała ta strona?

Odpowiedź na to pytanie może wydać się oczywista: „kto nie chciałby dostawać za darmo seks-zabawek?”. W końcu gadżety nie są tanie. W porównaniu z innymi wyrobami produkowanymi na podobną skalę, z tych samych materiałów i z tym samym stopniem zaawansowania technologicznego są wręcz zaskakująco drogie. Weźmy na przykład dowolne proste urządzenie elektroniczne ze zwykłym silnikiem, włącznikiem z kilkoma ustawianiami i podłączeniem do źródła prądu (z baterii lub gniazdka). Ile spodziewacie się za nie zapłacić? Teraz wystarczy spróbować znaleźć dobrą zabawkę seksualną w tej cenie.

Nie będę kłamać: podatek od wstydu sprawia, że zabawki są na tyle drogie, że z własnych funduszy nie kupiłybyśmy wszystkiego, co jest w naszej kolekcji. A jednak… finanse to tak mała część odpowiedzi na tytułowe pytanie. Jeśli wliczyć to ile pieniędzy zainwestowałyśmy w stronę i ile godzin i wysiłku spędzamy na pisaniu i reklamowaniu jej (nie wspominając już o testowaniu zabawek, które nie przypadły nam do gustu) to bardziej opłacałoby nam się poszukać dodatkowej pracy.

Prawda jest taka, że zależy nam na edukacji seksualnej. Za każdym razem, kiedy ktoś dosłownie sparzy się na zabawce, za każdym razem, kiedy kobieta myśli, że coś z nią jest nie tak bo nie dochodzi w sposób hollywoodzki, za każdym razem, kiedy ktoś ląduje na ostrym dyżurze z prostym wibratorem w tyłku ludzie cierpią z powodów, którym dałoby się tak łatwo zapobiec.

Pamiętam jak podczas jednej z naszych niekończących się rozmów Karmelek zapytała mnie dlaczego napisałam Samozaspokojenie. Nie mogłam znaleźć odpowiednich słów. Zaczęłam mówić o poradach dotyczących bezpieczeństwa, ale czułam że mijam się z sednem sprawy. Wtedy Karmelek powiedziała: „po prostu nie możesz znieść, jak kobieta nie jest w stanie nigdy dojść”. Trafiony-zatopiony. Oczywiście orgazm nie jest najważniejszym elementem przyjemności seksualnej, ale często jego chroniczny brak jest spowodowany niedostatkiem informacji, czy zbyt krytycznym podejściem do siebie i swoich potrzeb.

Recenzuję, bo zabawki mogą być fantastyczne i transformujące.  Mogą też być rozczarowujące i szkodliwe. Czasem wystarczy jedno złe doświadczenie by wyrobić sobie o nich negatywne zdanie. Jako że jest ze mnie erotyczny geek chcę wiedzieć, który produkt ma silniejsze wibracje, który jest z bardziej miękkiego materiału, który ma więcej ustawień – nawet jeśli są to rzeczy do których używania nie mam anatomii. Sądzę, że mam tę wiedzę. Nie znaczy to jednakże, że uważam, że inni powinni być tacy jak ja. Ludzie zasługują na dobre zabawki, nawet jeśli nie mają ochoty poświęcać całych godzin na zgłębianie wiedzy o nich.

Tak więc albo jestem na altruistycznej misji na rzecz edukacji seksualnej albo chcę Wam dać tyle orgazmów ile tylko zdołam nadal pozostając w monogamicznym związku.